Już?

2020-01-31 13:37:16

Magda Flera
- Mam nowego faceta. Poznałam go w sensie, niedawno – mówi. Też mówię: „mhm” i kiwam głową. W domu siedzimy. Upija łyk kawy i siorbie, tak, jak zawsze. Odstawia kubek, grzebie w torebce. Już wiem, że to będzie coś mocnego. Podaje mi papier. Zapisany jak diabli, bez przekreśleń.
– To jego lista wad do zmiany – rzecze. Unoszę brew. Czytam. Za niski, całe dwa centymetry do osiągnięcia ideału. Oczy nie takie, że rozstaw, czy coś takiego. Bez poczucia humoru. Beznadziejny gust. Kiepskie filmy wybiera. No i, oczywiście, penis. Dopisek bardzo lakoniczny. Odkładam papier. Powoli. Kaszlę w zwinięte palce i obserwuję kartkę w kratkę A4, zapisaną świadectwem roszczeń do samego siebie.
- Po co ta lista? – pytam. Śmieje się. Ja głupiutka, nie wiem czegoś oczywistego.
- Mówię, że lista wad do zmiany. Jak to zmieni, będzie z siebie zadowolony. Mam swoją. Chcesz? – pyta. Chcę, ale się boję. Znowu grzebie w torebce. Przedziera się przez bibeloty, mruczy i klnie pod nosem. Podaje mi złożoną na cztery, piękną papeterię. Rozkładam drżącymi rękoma. Czytam. Nie bardzo wierzę. Zapis od góry do dołu, wyraźne, zdecydowane pismo. Każdy kolejny X jest jak cios wymierzony w obolałe Ja. Zwinięte pod razami bezlitosnej opinii o sobie samej. Zgwałcone interpretacją własną. Znów kaszlę, boję się na nią spojrzeć. Patrzę. Jest napięta.
- I jak? – pyta.
- Dużo – odpowiadam. Czytam raz jeszcze: „za gruba i za głupia”, „za mało przebojowa”, „zachowuję się jak idiotka przy przystojnych facetach”. Kapituluję po kilku pierwszych punktach. Chcę oddać jej tę listę, ale nie chcę. Odkładam ją na stolik. Przez chwilę milczymy. Niedługo.
- Rogersa znasz? – pytam. Unosi brwi i kręci głową.
- Twój nowy facet?
- Nie. Psycholog. Pozytywny. Ma taką teorię, która do mnie przemawia. W zasadzie to paradoks – zaczynam. Patrzy na mnie, mam jej uwagę. – "Ciekawy paradoks polega na tym, ze dopiero gdy zaakceptuję samego siebie takim, jaki jestem – otwiera się przede mną możliwość zmiany" – cytuję. Między jej brwiami pojawia się bruzda. Marszczy się. Myśli.
- Bullshit – wyrokuje. Kręci głową. – Bez sensu. Jak mam zaakceptować? To? – Wskazuje na listę. – Bez sensu całkiem – powtarza. Zacięła się widocznie. Sięgam po kawę. Mocna.
- Wiesz, wydaje mi się, że łatwiej jest z miłością. Do siebie. Jak dasz sobie trochę wyrozumiałości. Przestrzeni – mówię i widzę, że mnie przedrzeźnia. Nie poddaję się. – Jak patrzysz na tę listę, to co czujesz? – pytam. Czyta. I myśli.
- Frustrację. Pewnie trochę wstyd. Złość. Ja generalnie to siebie nienawidzę, na tej liście – przyznaje. Czuję, że coś pracuje w moim brzuchu. W jej pewnie też pracuje. Milczę.
- Pokaż swoją! – Żądanie. Mrugam, bo nie rozumiem. – Listę swoją pokaż – powtarza, wyciąga rękę. Ja kręcę głową.
- Nie mam.
- Jak nie masz?
- No nie mam.
Patrzy na mnie jak na kogoś, kto zdradził własny kraj, albo lepiej.
- Nie czuję potrzeby posiadania listy – wyjaśniam, ostrożnie. Klaszcze w dłonie i chwyta mój długopis z logiem poważnej firmy. Wyszarpuje kartkę z notesu. Żadna tam ładna papeteria. Patrzy na mnie. Celuje we mnie długopisem.
- No pisz. Dawaj, cokolwiek – zachęca. Myślę. Dość krótko.
- Chciałabym się mniej stresować przed wystąpieniami – przyznaję. Z szerokim uśmiechem zabiera się do pisania.
- Czyli, „nie chcę być histeryczką” – wyrokuje. Zawiesza się na pierwszej literze. Oddaje mi papier. – Sama musisz napisać. To Twoja lista – stwierdza. Wobec tego biorę. I piszę. Unosi brwi i patrzy na mnie, jakbym dostała trzeciej ręki. – Ale co to jest?
- Co?
- No to. „Chciałabym czuć się pewniej przed wystąpieniami publicznymi. Dzięki temu pójdzie mi lepiej” – czyta.
- Obszar do pracy – wyjaśniam. Patrzy. Nie wierzy. Chyba spodziewała się czegoś innego. Zadaje mi krótkie pytanie: „jak”? i gapi się na kartkę. Pozwalam sobie odwrócić jej własną listę do góry kopytami.
- Pisałaś „jestem za gruba”. Jakby to mogło brzmieć inaczej? – pytam. Myśli.
- Nie chcę być gruba!
- To czego chcesz?
Cisza. Dosyć długa.
- Chcę być szczuplejsza – mówi. Trochę ciszej. Przechylam głowę.
- Co się stanie, jak będziesz szczuplejsza? – pytam. Znów chwila ciszy.
- Będę się lepiej czuć ze sobą. Będę zadowolona – mówi. Przez chwilę wisi nad tą kartką, a potem zapisuje. Mam wrażenie, że coś się zmienia. Ryzykuję pytanie.
- A teraz? Za co możesz się docenić? – pytam. Rzuca mi spojrzenie pełne oporu i stuka w kartkę, jakby chciała powiedzieć, że zadaję głupie pytania. Może. Może tak. Prostuje się na kanapie i wypuszcza powietrze. Głośno.
- No nie wiem. Nogi mam całkiem niezłe. Tylko ten brzuch cholerny…
- I co jeszcze? Poza nogami? – pytam. Teraz odpowiada mi szybciej.
- No cycki. Zawsze mówiłam, że są świetne – stwierdza. – Myślę, że w sumie to ten brzuch tylko. Trochę – mówi dalej. Czekam. – Jakby ten brzuch poprawić, to już by było bardzo ładnie. – To jest ciche. Czekam. Uśmiecham się, nieśmiało. Mocniej ściska długopis i zaczyna przepisywać swoją listę. Zajmuje jej to chwilę czasu. Patrzy. Czuje się niepewnie. Trudno pogodzić się z samodocenieniem. Ten stan wydaje jej się obcy.
- Już? – pyta, oczekując, że jej podpowiem. W jej głosie jest napięcie.
Uśmiecham się.
- Już? – oddaję jej pytanie. Spuszcza wzrok na zdania, które wyprodukowała. Milczenie.
- Jak się teraz czujesz? – Odpowiada mi głęboki, zmęczony wydech.
- Lżejsza – stwierdza. Jeszcze raz czyta. „Chciałabym czuć się pewniej i swobodniej przy facetach, którzy mi się podobają”, brzmi jakoś tak inaczej. Nawet się trochę uśmiecha. – W sumie, to jak się skupię, to potrafię – stwierdza. – Wiesz, mam sporo do powiedzenia, wystarczy nie świrować – dodaje. Przechylam głowę.
- To jak jest teraz? – pytam. Obserwuje listę swoich WAD. Przekreśla tytuł. Wpisuje: „obszary do rozwoju”, rzucając mi spojrzenie. Kreśli i wywala to, co okazało się zbędnym obciążeniem autodestrukcji. Oddycha.
- Nie jest źle, w sumie. Jak tak się na tym skupić.
- To jak z tym paradoksem? – pytam. Przywołuje w myślach cytat, który nazwała raczej kiepsko. Może powtarza go w głowie.
- Łatwiej – przyznaje. – Lżej i łatwiej – powtarza. Zapisuje cytat na kartce. Najpierw chce, żebym podyktowała. Patrzy.
"Ciekawy paradoks polega na tym, ze dopiero gdy zaakceptuję samego siebie takim, jaki jestem – otwiera się przede mną możliwość zmiany".
- Mocne – stwierdza.
- Mocne – przyznaję. Dopijamy kawę.

Popularność: 4    Powrót

Komentarze

Odpowiedź
Tytul
Imię/Nick

Załóż konto za darmo

Coach Klient
lub zaloguj
facebook
Co możemy zmienić na DobryCoach.pl?
aby lepiej odpowiadał Twoim potrzebom