Finalny cel wszystkich celów-szczęście

2020-03-20 21:12:42

Sebastian Zasłonowski
Ciągle gdzieś gnamy, czegoś szukamy, do czegoś zmierzamy. Po co to wszystko? Czy celem jest bieżąca realizacja zadań, czy jednak ma to jakiś głębszy sens? Myślę, że każdy z nas zmierza do tego samego. Do szczęścia. Czyli w zasadzie do czego?

„Znalazłeś stówę! Masz szczęście!” - dla niektórych tak właśnie rozumiane jest szczęście. Uważają, że jest nim pozytywne, nieoczekiwane zdarzenie. Nie ma w tym nic złego dopóki nie kierują się przekonaniem, że to wielkie, wypełniające całe nasze życie szczęście, jest dziełem przypadku. Pełnia szczęścia nie może być dziełem przypadku. To wymaga pracy.

Szczęście najczęściej mylone jest z przyjemnością, a czasami nawet z nią utożsamiane. Niektórzy mawiają nawet, że szczęście to wielokrotne doświadczanie przyjemności. Dużo pyszności, rozkoszy a najlepiej „sex drugs and rock and roll”. Przyjemnie jest raczyć się dobrym winem, oglądając przy tym dobry film. To wszystko sprowadza się do odbioru bodźców zmysłowych z otoczenia. Przyjemności mają jednak to do siebie, że szybko się nudzą i aby utrzymać ten stan musimy zwiększać bodźce. Przy utracie nad tym kontroli można popaść w uzależnienia.

Żeby lepiej zrozumieć szczęście, poznajmy lepiej pojęcie nieszczęścia. Gdy mówimy o nieszczęściu, to rzadko przychodzi nam na myśl dramat wynikający z braku wyśmienitego wina w lodówce czy rozpacz z powodu urlopu w Polskich górach zamiast w Tybecie. „O rany! Jak Ci współczuję! Już drugi wieczór z rzędu jadasz kolację w domu, a nie na mieście. To musi być naprawdę przykre...”. Oczywiście z nieszczęściem kojarzą się inne scenariusze. Na pewno szybciej na myśl przyjdzie niemoc, bezsilność czy niezamierzona samotność, brak poczucia bezpieczeństwa, życie w upokorzeniu czy niepewność jutra. O chorobach i cierpieniu fizycznym nie wspomnę.
Dobrą wskazówką w poszukiwaniu szczęścia będzie zatem poszukiwanie go w przeciwieństwie nieszczęść.

Zdrowie, poczucie sprawstwa, mocy i przestrzeni, spoglądanie w przyszłość z optymizmem. A to wszystko najlepiej w towarzystwie prawdziwych przyjaciół i ukochanej osoby (lub osób). Szacunek i akceptacja za to kim się jest i za to co się robi też jest dobrym kierunkiem w stronę szczęścia.
Zaczęliśmy od pewnych skrajności, a tu wychodzi, że szczęściu jest raczej bliżej do harmonii i równowagi. Czy tę harmonię można nazwać szczęściem? Na pewno dobrym życiem, ale czy szczęściem? Myślę, że brakuje tu pewnego elementu, który trudno wyrazić słowami. To nieuchwytny pierwiastek pełniący rolę pikantnej lub orientalnej przyprawy. Kolacja może być smaczna, ale czegoś tu brakuje…. Może to być pewien pozytywny dreszczyk niepewności towarzyszący podejmowaniu przez nas określonych działań. Mam tu na myśli realizację jakiejś szczególnej wartości (lub zespołu wartości). Może to być pasja lub realizowanie się w czymś dla nas wyjątkowym. Czymś co jest tylko nasze lub należące do określonej grupy podobnych do nas. Najlepiej by realizacja swoich wartości była niczym nieskrępowana, tak abyśmy odczuwali pełen flow przy jej wykonywaniu. Nagłe natchnienie by coś namalować, napisać książkę, pojechać motocyklem na jednym kole, czy zorganizować i poprowadzić wyjątkowe stowarzyszenie pomagające wielu ludziom wyjść z życiowych dramatów. Myślę, że to wszystko razem daje szczęście.

Jeszcze tylko je zaplanować i osiągnąć. O rany, ale jak …? To wymaga sporo wiedzy, nabycia poważnych kompetencji i nieco pracy. Hm … to może lepiej zostańmy już przy tych przyjemnościach :).
Popularność: 17    Powrót

Komentarze

Odpowiedź
Tytul
Imię/Nick

Załóż konto za darmo

Coach Klient
lub zaloguj
facebook
Co możemy zmienić na DobryCoach.pl?
aby lepiej odpowiadał Twoim potrzebom