Relatywny paradoks czaso-przestrzenny w coachingu

2020-11-01 15:02:29

Piotr Przybysz
Wychodzenie ze strefy komfortu, by dokonać zmiany, nauczyć się czegoś nowego i przydatnego, po to by dalej „przeżyć” w rzeczywistości, która dostarcza nieustannie nowe kłody po nogi, jest bodajże kluczową sprawą w procesie Coachingowym. Zmiana trwała i autentyczna może być, bowiem dokonana jedynie, gdy akceptujemy stan rzeczy, na który mamy wpływ i wyrzekamy się tego, na którego z kolei nie mamy wpływu w ogóle. Partnerska relacja coachingowa ma to do siebie, że jest procesem indywidualnym Klienta, autentycznym i niepowtarzalnym na tyle, że mimo zasad, które budują strukturę coachingu, każda sesja jest inna. Do tej relacji zarówno Coach, jak i Klient się przygotowują. Klient także wykonuje ciężką pracę między sesjami, ale za prowadzenie procesu coachingowego odpowiedzialny jest Coach, który musi zdawać sobie sprawę, że mimo swojego przygotowania, narażony jest na sytuacje, których przewidzieć się nie da. O indywidualności tego procesu świadczy wiele czynników: indywidualne doświadczenia, wartości i przekonania, które tworzą niepowtarzalną tożsamość, mimo procesów zachodzących w mózgu, które w ramach psychologii, biologii czy medycyny w ogóle, da się zdefiniować i opisać przy pomocy podobnych schematów. Każdy myśli inaczej, choć mechanizmy zarządzające tym procesem są zbliżone. Ciało nadaje rytm, ale to melodia sprawia, że utwór nie jest czyimś (patologicznym) plagiatem.
Tłem procesu coachingowego jest czas, a sama relacja Coacha i Klienta w kanonie form wspierających człowieka, określana jest jako krótkotrwała. W odróżnieniu od np.terapii, która może trwać nawet kilka lat, średni czas procesu coachingowego na jednego Klienta określa się w przedziale 2-3 miesięcy (8-12 sesji). To co jest interesujące w tej relacji to relatywność, która wynika bezpośrednio z wyżej wspomnianej niepowtarzalności, ale także z twórczego charakteru istoty ludzkiej. Każdy jest bowiem kreatywny, ale jeśli zaczniemy oceniać rybę pod względem jej zdolności wspinania się na drzewo, to zawsze powielać będziemy przekonanie, że jest głupia. Albert Einstein to wiedział, co dało mu dało szerokie, a nawet niczym nieograniczone pole do refleksji nad wszechświatem. Coaching też to wie, pokłada wiarę w kliencie, z góry zakłada, że posiada on wystarczające zasoby, by realizować zmianę w sobie, która da mu efekt samorealizacji, a przy tym będzie możliwie najbardziej autentyczna, bo zgodna z jego wartościami i przekonaniami, które często nie są (jedynie) uświadomione. Budowanie świadomości to moim zdaniem najważniejszy cel relacji coachngowej, głównie dlatego, że pod tą przykrywką jest wszystko, i można by powiedzieć, że i nic; to jednak nieprawda, bowiem proces w poszczególnych sesjach głęboko eksploruje człowieka. Demagogia i doświadczenia zarazem mówią, że zmiana wymaga czasu. To co jest dla mnie w tej materii interesujące i warte dyskusji, to w jaki sposób skategoryzować relację coachingową w kontekście zmiany czyli celu Klienta, zarówno w układzie pojedynczej sesji, jak i całego procesu. Mam na myśli kategorię czasu, ale nie w ujęciu relacji krótkotrwałej czy długotrwałej. Bowiem o ile w przypadku samej relacji jest to określone, to w przypadku realizacji celu i „przemiany” Klienta, jest to bardziej dyskusyjne. Jeśli cel Klienta jest „bystry” to będzie w sobie zawierał element czasu. Cel bowiem powinien być określony w czasie, czyli odpowiedzieć na pytanie odnośnie terminu jego realizacji przez Klienta. Ten z kolei sam go wyznacza, Coach natomiast weryfikuje jego ekologię: na kogo, na co i jak wpływa. Ponieważ nie poświęciliśmy właśnie wystarczająco czasu, by kultywować i budować mentalny make-up, to ci inni ludzie kierują nas do zmian w naszych emocjach i przekonaniach, a robią ponieważ chcą nas postrzegać i postrzegają jako atrakcyjnych w tym makijażu. Dostrzegając i uświadamiając sobie te emocje, czasami zaczynamy je traktować jako źródło naszej motywacji do działania. Kluczem do określenia rezultatu i trwałości dokonanej zmiany mogą być zatem emocje, które uczestniczą w tym procesie. Na przykład wyobraźmy sobie taką sytuację: prowadzenie auta po raz pierwszy w życiu samotnie. Po pierwsze można bać się, że uderzymy w inny pojazd, możemy obawiać się, że może się zdarzyć coś niespodziewanego, lub można mieć wątpliwości co do prawidłowych danych z nawigacji. Inaczej rzecz ujmując, te emocje mogą wystąpić jednocześnie razem, jednak to każda z nich daje unikalną informację zwrotną. Wątpliwości podpowiadają nam, byśmy byli ostrożni i odwołali się np. do zasad bezpieczeństwa i ruchu drogowego. Strach każe z kolei nam pozostać na swoim pasie i nie wyprzedzać nikogo, jeśli nie jest to konieczne, a lęk nie daje nam się w pełni oddawać komfortowi jazdy. Czy to czasem nie jest tak, że przy pomocy emocji dowiadujemy się czy cel został zrealizowany?


Wychodzi na to, że emocje, bardziej są miernikiem efektywności procesu coachingowego, podczas gdy czas jest osią i skalą, częściami przestrzeni i na końcu elementami procesu. Rezultatem, który byłby bardziej związany z emocjami niż czas, jest postawa, zachowanie, przekonanie, nawyk, itp. Oś czasu wspiera bowiem proces identyfikacji potrzeb rozwojowych Klienta, gdyż wizualizacja życia w jednostce czasu pomaga zdiagnozować moment, w którym Coachee znajduje się obecnie. Refleksja nad bieżącą sytuacją pomaga w definiowaniu celów rozwojowych. Czas jest taka więc własnością, która jest narzędziem służącym refleksji i twórczemu myśleniu, gdyż są głęboko osadzone w kreatywnej wizji przyszłości. Z kolei chaos w obrazie dążeń i brak stymulującej wizji, obniżają wspomnianą wcześniej motywację do działania. Dlatego relatywność czasu w coachingu jest ważna w dwóch punktach odniesienia. Po pierwsze kluczowe jest czego Klient dokona bezpośrednio po sesji coachingowej w ciągu 24 godzin. Jeśli tego nie dokona to jego motywacja spadnie ze względu na braku dowodu na to, że w ogóle zadziałał w jakiejkolwiek materii. Musi rzucić bodziec w swoje otoczenie, by wprawić w ruch całość: tj. siebie, jak i otoczenie, tylko to mu zagwarantuje, że dostrzeże zmianę fizycznie. Po drugie liczy się perspektywa końca procesu coachingowego i jego rezultat. I w tym przypadku jest jak wyżej, Klient nie zrealizuje celu procesowego, gdy nie zrealizuje celów pośrednich i nie wprawi domina zmian w ruch. To realizacja celu procesu ma zagwarantować trwałość zmiany określonej w celu. W trakcie procesu Coach bada ekologię celu, po to by zmiana nie okazała się tymczasowa. Z drugiej strony możemy ją traktować jako tymczasową, ale nie w takim samym kontekście jak kategorię długości trwania procesu coachingowego. Traktowana tymczasowo będzie do tego momentu, w którym nie napotkamy kolejnej „ochoty” na zmianę. Dojść może do takiej sytuacji w dwóch przypadkach. Cel został błędnie zweryfikowany lub był szantażowany przez Klienta. Ponadto Coachee mógł się również uzależnić od Coacha, stąd zasada przyjęta w coachingu, by kolejny proces z tym samym Klientem robić przynajmniej po upływie roku od zakończenia poprzedniego procesu. Może wystąpić taka potrzeba w sytuacji związanej z wystąpieniem nowych warunków, które wpłynęły na już przepracowaną zmianę. I ta złożoność coachingu, jak i unikalność jednostki ludzkiej ponownie się tu ujawnia, gdyż z jednej strony to Coach powinien tak stymulować Klienta w procesie, by pojawiła się więcej niż jedna opcja planu, ale wiele odmian rozwiązań. Tyle samo czasu i uwagi poświęcamy na zajęcie się generowaniem możliwości realizacji celu, co na weryfikowaniu jakie mogą być plany awaryjne, w momencie gdy jedna z wygenerowanych opcji nie zadziała. Przypomnijmy raz jeszcze o własnej strefie wpływu, opcje i działania z nimi związane nie powinny wychodzić poza tę strefę, zwiększa to ryzyko porażki w realizacji celu przy jednoczesnym poczuciu frustracji i zniechęcenia. Jeśli Klient po wygenerowaniu pięciu opcji rozwiązań, nie będzie miał również pięciu tzw. planów B, to przy fiasku pierwszej opcji, jego motywacja będzie proporcjonalnie spadała. Z kolei definiowanie i kontraktowanie się na to, ile czasu trwa pojedyncza sesja, nie ma stanowić granicy i blokować Klienta w mnożeniu rozwiązań. Taki standard ma wspierać procesy myślowe, pobudzać do działania. Coś na wzór promocji ograniczonej czasowo. Nie jesteśmy w stanie przecież prowadzić dialogu z Klientem przez kilka godzin, by w końcu się otworzył, i nawet nie o samo otwarcie chodzi tylko o budowanie świadomości, która wymaga serii czynników, nie tylko czasu. Czas jest więc partnerem, a nie wrogiem w relacji coachingowej.
Coaching jest więc tą przestrzenią w której nic nie jest oczywiste, a żeby jeszcze bardziej zagmatwać, to rzucę, że w zasadzie wszystko jest oczywiste. Zasady są jasne, jak zasady grawitacji względem zasad procesów myślowych i poznawczych, ale jednocześnie człowiek i jego doświadczenia są tak unikalne, że nie da ich się mierzyć inną miarką, niż ich własną definicją skali i czasu. I w przypadku tego zdania słowo „ale” nie wyklucza tych dwóch perspektyw. Dzięki takiej kombinacji otrzymujemy twórcze rozwiązania celów i dokonujemy zmian w swoim życiu. Powrót do przeszłości? Tylko w terapii, no chyba że po benzynę!
Popularność: 4    Powrót

Komentarze

Odpowiedź
Tytul
Imię/Nick

Załóż konto za darmo

Coach Klient
lub zaloguj
facebook
Co możemy zmienić na DobryCoach.pl?
aby lepiej odpowiadał Twoim potrzebom