Opowiem Ci bajkę o szczęściu, a może będzie to historia o uważności?
Nie, w zasadzie jest to opowieść i tylko pierwsza jej część jest bajką, a druga to opowieść o szczęściu i uważności.
Możesz też myśleć o tym inaczej.
Jeśli przeczytasz do końca, będziesz miał pogląd na sprawę.
Dawno, dawno temu…
Dawno, dawno temu żył sobie z żoną pewnie człowiek, powiedzmy, rybak. Mieszkali w małym domku nad rzeką, mieli ogródek, jedzenie i pieniądze z pracy własnych rąk. Rybak i jego żona bardzo pragnęli być szczęśliwi. Nie mogli doczekać się dnia, w którym szczęście zapuka do ich drzwi.
Rybak wymyślił więc słowo „kiedy” w kontekście dotąd nieznanym. Słowo to opisywało bardzo mglistą przyszłość, w której w nieokreślonych ramach czasowych, po spełnieniu pewnych warunków w ich życiu, miało pojawić się szczęście.
Żona rybaka pewnego dnia pomyślała „kiedy tylko spełnią się moje życzenia, będziemy szczęśliwi”. W tym samym momencie mąż łowiąc ryby, w oddalonej od domu zatoczce, pomyślał ”kiedy spotkam kogoś, kto spełni życzenia mojej żony będziemy szczęśliwi”. Kiedy wreszcie to nastąpi?, westchnęli obydwoje.
A ponieważ, jak to w bajkach bywa, życzenie powtórzone trzy razy ma moc urzeczywistniania się i w tym przypadku tak się stało.
Rybak spotkał rybkę, a ona spełniła upragnione trzy życzenia jego żony. Czy szczęście zamieszkało pod ich dachem, czy byli uważni i potrafili je dostrzec?
Wiecie, jak to dalej się potoczyło? Posłuchać historii „Rybaku i jego żonie”, autorstwa Braci Grimm możecie tutaj:
https://youtu.be/FW5jP-Etdx4
Historia o psie, stolarzu i jego żonie.
autor: Ania Frączek
W czasach, kiedy wstawano z pianiem koguta, drogi nie były wyasfaltowane, lasy otaczały domostwa, a zarabiało się głównie pracą własnych rąk, żyło małżeństwo.
On był stolarzem. Ona pielęgnowała ziołowy ogród, który leczył całą okolicę. Mieli też małego psa, szalał, rozkopywał grządki, kradł narzędzia i był prawdziwym utrapieniem. Kochali go jednak mocno. To było dobre, radosne życie, wypełnione pracą i śmiechem. W zimie bywało zimno, ale jedzenia zawsze było tyle, żeby wszystkich wyżywić, a materiału, kupionego na targu, wystarczało na porządne zimowe ubranie. W ciągu dnia pracowali, wieczorami rozmawiali, bawili się z psem i oglądali zachody słońca na ławce przed domem. Mamy wszystko, mówili i uśmiechali się do siebie.
Pewnej wiosny On umarł, znikły dźwięk młotka, wszechobecny zapach drewna, który przynosił ze sobą do domu, ucichły wesołe przyśpiewki. Za domem pojawił się kopczyk, a na nim kwiaty i mały pies, który leżał tam dniami i nocami. Ona płakała w domu, ogród zarósł chwastami, ludzie przestali przychodzić, gdy zabrakło ziół i lekarstw. Nawet słońce rzadko wychylało się zza chmur, mijając to miejsce.
Minęły lato i jesień. W końcu nadeszła zima. Tulili się razem w zimnej izbie Ona i piesek przy ogniu, który dawał trochę ciepła, ale nie rozświetlał domu. Jedli tyle ile musieli, by przeżyć, i wspominali dawne czasy.
W końcu nadeszła wiosna z deszczem i burzami. Zapachniały łąki, wiosenny wiatr bawił się w wyschniętych ogrodowych trawach, ptaki śpiewały za oknem ale Ona tego nie widziała „Gdyby żył, byłabym szczęśliwa, gdyby żył byłoby inaczej. Kiedy wreszcie los się odmieni?”, myślała.
A pies …? Pies pewnego dnia, kiedy tylko śnieg stopniał, pobiegł na grób za domem, obwąchał go, zamerdał ogonem i usiadł z radosną miną, patrząc na horyzont.
Wyszła za nim, nie zapomniałeś – powiedziała do psa i podrapała go za uchem, a żal ścisnął jej serce. Pies, jednak zamerdał radośnie ogonem i cicho szczeknął. Spojrzała na jego czarny pyszczek i zawadiacką minę. Wpatrzony w odległe wzgórza i krążące nad łąkami ptaki pies radośnie, i niecierpliwe czegoś wyczekiwał. Dostrzegasz to czego ja nie potrafię – pomyślała.
Cicho gwizdnęła i pies pobiegł za nią. Wyruszyli na spacer, dotarli do zakola rzeki, gdzie wierzby płaczące unosiły na wodą gałęzie zieleniące się, obsypane miękkimi kotkami. Poszli do ogrodu, był zapuszczony ale tętnił życiem, jakie na wiosnę budzi się, by ze zdwojoną siłą wzrastać.
Jak pięknie tego dnia ziemia pachniała w ogródku, niewielki listki macierzanki zaczynały się pojawiać tu i ówdzie. Pies przyniósł stary śrubokręt, który świetnie teraz nadawał się do robienia dziurek na nasiona, Ona zaczęła pracę w ogrodzie. I tak bez wielkich sukcesów i uniesień, przeżywali razem każdy dzień. Promienie słońca na twarzy, zapatrzenie na niebo, zapach, ptaki śpiewające za oknem, pierwsze zioła i wreszcie ludzie , którzy wrócili by od nowa zaopatrywać u niej swoje domowe apteczki.
Życie toczyło się wolno, w rytmie pracy, wspólnych zabaw, wspomnień i odpoczynku. Nawet radość od czasu do czasu zaczęła pojawiać się pod dachem. Słońce coraz częściej patrzyło na nich i przeganiało chmury, żeby móc lepiej widzieć, co tam się dzieje.
To było jesienią. Pierwszy szron rano osiadał na trawach. Siedziała na ławce, a pies u jej nóg ogryzał trzonek do łopaty. Poczuła nagle ciepło, które otula jej serce, i siłę, która ją wypełnia.
To szczęście zdziwiła się, powróciło do mnie, pomyślała w pierwszej chwili, by nagle zrozumieć, że szczęście zawsze tu było. Zniknęło, kiedy ona opuściła siebie, ale nie przestało istnieć.
To ty mnie uratowałeś. Spojrzała na psa z miłością. Pokazałeś mi świat, o którym zapomniałam. Przyprowadziłeś mnie z powrotem do życia. Dzięki tobie zobaczyłam na nowo, te małe rzeczy, w których mieszka szczęście. Odkrywałeś je ze mną dzień po dniu. Teraz już wiem, że szczęście mieszka w moich oczach i sercu. Potrafię je odnaleźć, nawet jeśli kiedyś znowu je utracę.
Dziękują Ci
Piesek tylko machnął ogonem i odłupał nowy kawałek drewna. Jego szczęście mieszkało teraz w trzonku od łopaty, przecież nie mógł go porzucić.
O szczęściu i uważności
Przeczytaliście dwie opowieści. Mam nadzieję, że wiecie już, że szczęście nie przychodzi wraz z nowym domem czy innym sukcesem. Nie puka pewnego dnia i nie mówi „oto jestem”.
Szczęście też nie ginie. Czasami nie dostrzegamy go i wtedy potrzebujemy pomocy. Do Ciebie należy decyzja, czy zechcesz swoje szczęście odnaleźć.
Z pomocą mogą przyjść pies, przyjaciel, albo coach, a najlepiej wszyscy trzej. Możesz nazwać ich Trzema Muszkieterami Szczęścia i Uważności, ale to już temat na inną opowieść.
Dziękuję AI za stworzenie pięknej ilustracji do tekstu. Poza tym AI nie brała udziału w tworzeniu treści. Duch jednego z Braci Grimm był obecny
Komentarze